Futbol non-fair

Piłka nożna dawno przestała być tylko rozrywką sportową. Jest to gigantyczny biznes, w którym coraz mniej miejsca na fair play.

Futbol stał się dzisiaj nową religią. Ma swoich bożków, świątynie i miliony wiernych. Nazwiska zawodników, trenerów i kadry zarządzającej FIFA rozpoznawalne są na całym świecie. Chłopcy marzą o karierze Messiego, dziewczyny śnią o Lewandowskim, a mężczyźni noszą fryzury na modłę piłkarzy i ich trenerów. Jednoczenie futbolowi bogowie niekoniecznie nadają się do naśladowania przez nasze dzieci. Piłka nożna to przecież oprócz goli korupcja, mafijno-kartelowa FIFA, oszustwa podatkowe, horrendalne zarobki piłkarzy.


Dla wielu dzieciaków kopanie w piłkę daje nadzieję na lepsze życie. Wierzą, że dzięki temu wyrwą się ze slumsów i faweli. Wspomogą swoje rodziny, okryją się sławą, a przyszłość stanie się bajką. Możliwe, choć gdzieś po drodze wszyscy gubią radość z grania. Zamieniają to na niezaspokojony apetyt na pieniądz. Niewyobrażalnie olbrzymi pieniądz. Sport, który z zasady miał być najczystszą formą rywalizacji – gdzie wygrywa po prostu najlepszy – już dawno odszedł do lamusa. Bo współcześnie najlepszy to znaczy ten, który ma najwięcej pieniędzy na zakup najdroższego zawodnika. Na dodatek, kurek ze strumieniem pieniędzy na transfery piłkarzy i kontraktowanie trenerów płynie nieprzerwanie. Nic dziwnego, że ostatnimi czasy właścicielami lub sponsorami europejskich klubów są arabscy szejkowie lub rosyjscy oligarchowie. Natomiast ich bogactwo pochodzi najczęściej z krajowych zasobów naturalnych, które zamiast wspomagać rodzimych obywateli – spełniają dziecinne kaprysy regionalnych monopolistów. A pieniędzy w tym sporcie potrzeba sporo, bo piłkarze otrzymują nieprawdopodobnie wysokie gaże. I tak jedna z największych gwiazd futbolu –Ronaldo -zarabia przeszło 200 tys. euro dziennie. Trzeba przyznać, że suma ta jest powalająca. I choć polskim piłkarzom daleko do takich pensji, to i tak zarabiają tyle, co krajowi prezesi. Gwiazdy na miarę polskiego futbolu kasują od 80-100 tys. zł miesięcznie, a przeciętny kopacz - które gra regularnie w klubie walczącym o tytuł - nie dostanie mniej niż 30 tys. zł miesięcznie. Czy naprawdę powinno się tyle zarabiać przy przedsięwzięciu, w którym chodzi o to - jak mawiał Kazimierz Górski - żeby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika? Pamiętam, jak pewien hiszpański taksówkarz powiedział mi, że chociaż kocha piłkę nożną to przestaje być dumny z krajowych zespołów. Mówił, że Hiszpania od kilku lat walczy z recesją, która nie dotknęła tylko piłkarzy. Co więcej, ich gaże rosną, a sami zawodnicy uciekają przed fiskusem do rajów podatkowych. Łamiącym się głosem powiedział, że to po prostu nieprzyzwoite. Po tej przewózce zgłębiłam temat i dowiedziałam się, że Messi został oskarżony o oszustwa podatkowe w 2013 roku i musiał zwrócić 5 milionów euro. Uznano, że wiele jego dochodów ukrywano poprzez skomplikowaną sieć fikcyjnych spółek z Urugwaju, Belize, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Ponoć dla wielu zawodników deklaracja, że „zawsze marzyłem, żeby zagrać w tym klubie”, tak naprawdę oznacza - wybrałem ten zespół, bo w kraju są niskie stawki podatkowe. Gdy Seydou Keita zdecydował się zamienić Hiszpanię na Chiny, mówił bez ogródek: chodzi o podatki.

Czy właśnie tego powinien uczyć sport – przekrętów i pogoni za pieniądzem? Trudno jednak być etycznym, kiedy przesiąknięta korupcją i bezprawiem jest praktycznie cała organizacja światowej piłki nożnej. FIFA po długich latach nietykalności zbudowała swoiste królestwo, w którym nie obowiązywało międzynarodowe prawo i zasady moralne. Nonszalancko i praktycznie na oczach całego świata kadra kierownicza wzbogacała się dzięki korupcji przez ostatnie 25 lat. Aż do tego roku czuli się bezkarni. W maju Departament Sprawiedliwości USA przedstawił około 50 zarzutów wobec kilkunastu pracowników FIFA, oskarżając ich miedzy innymi o korupcję, pranie pieniędzy, sprzeniewierzenie, niegospodarność i oszustwa. Śledztwo dotknęło również samego wielkiego Seppa Blattera, który już dekadę temu zerwał kontakt z rzeczywistością i zarządzał światowym futbolem nieetycznie i bezideowo. Piłka nożna miała nieść nadzieje i rozwój, a kojarzona jest z nadmiernym luksusem (prywatne odrzutowce, najdroższe hotele, osobiści kierowcy, drogie prezenty i wielkie premie) oraz z mistrzostwami świata w Rosji i Katarze.

Oby 2015 rok stał się początkiem wielkich porządków w światowej piłce nożnej. Oby futbol wrócił do swojej pierwotnej postaci, gdzie chodziło o piękno gry. I niech zarobki piłkarzy będą po prostu przyzwoite, a nie kosmiczne.
Trwa ładowanie komentarzy...